Tajlandia na blogu podróżniczym Filmy z plecaka. Zdjęcia, relacje, informacje. jazda na słoniu; złoty trójkąt (na granicy Laosu (można przepłynąć Zabierz strój kąpielowy i ręczniki do pływania przy wodospadach. W lokalnym obozie dla słoni będziesz tylko karmić i bawić się ze słoniami, nie ma absolutnie żadnej jazdy konnej, a słonie są bardzo zadbane. Od 643,78 zł za osobę. Zarezerwuj teraz i zapłać później – zarezerwuj miejsce i nic dzisiaj nie płać. Wycieczka Safari w Koh Lanta Koh Lanta Safari to świetny kompromis dla miłośników eksploracji lasów deszczowych i miłośników zwierząt. Po przeniesieniu z hotelu zabierzemy Cię do rezydencji Safari Camp, gdzie personel opiekuje się Słoniami, które zabiorą Cię do Dżungli Lanta, aby cieszyć się trekkingiem na grzbiecie tych wspaniałych zwierząt. Wycieczka Safari w Koh Lanta Vay Tiền Nhanh. Tajlandia samochodem to nie jest oczywisty pomysł dla większości turystów. Z drugiej strony, podróżując na własną rękę nie zawsze potrzebujemy auta. Gdy jednak nasz plan wymaga częstego przemieszczania się lub pokonywania długich dystansów warto rozważyć wynajem pojazdu. Szczególnie, jeżeli odkrywamy nowe miejsca w większej grupie. Z naszego wyjazdowego doświadczenia wynika, że do wielu ciekawych zabytków lub pomników przyrody nie dociera komunikacja publiczna. To dodatkowy argument wart rozważenia. Tajlandia samochodemPodstawowa zasada – szukaj auta online. Poszukiwania właściwego samochodu warto rozpocząć od sprawdzenia ofert internetowych brokerów, dokładnie jak w przypadku np. ubezpieczeń. Tego rodzaju stron w internecie jest naprawdę wiele, niemniej nigdy nie mieliśmy problemów korzystając z Atlaschoice (EDIT: Atlaschoice zakończył działalność wiosną 2017r.) oraz Economycarrentals. Jadąc do Tajlandii skorzystaliśmy z pośrednictwa tej drugiej i na niej się bardzo często udostępnia kody rabatowe. Warto na nie polować w w auto z segmentu „mini-economy”, posiadające 5 drzwi (bagaże na tylnej kanapie) i klimatyzację. To pewnego rodzaju standard, ale lepiej dokładnie sprawdzić w wynikach, czy auto posiada interesujące nas wyposażenie. Każdy dodatek kosztuje, niemało, stąd nie dokładaliśmy żadnego oprócz fotelika dla dziecka. Nie ma sensu brać GPS, ponieważ taniej wyjdzie zakup dobrego uchwytu na telefon oraz bezpłatna mapa offline (np. Google Maps, Here czy Osm And), dzięki której nie zapłacimy ani grosza za transfer danych poza krajem. W Europie auta standardowo mają manualną skrzynię biegów, choć w Tajlandii mieliśmy do dyspozycji auto z automatem w podobnej cenie (nie mieliśmy de facto wyboru). OK, stanęło na małym samochodem – ubezpieczenieOK, czas na ubezpieczenie. Jest to najważniejsza część całego deal’u. Spotkacie się z pojęciem CDW (Collision Damage Waiver) lub EW (Excess Waiver), które określają kwotę odpowiedzialności za szkody na samochodzie. W większości przypadków nie są w tym ujęte „najpopularniejsze” przypadki, a więc zarysowania/wgniecenia, pęknięte/wybite szyby, urwane lusterka… i kradzież. Ogólnie zauważyliśmy, że na wyspach (Cypr, Gran Canaria) auta posiadają szersze ubezpieczenie, formalności są minimalne, a samochód można zostawić na lotniskowym parkingu… z otwartymi drzwiami i kluczykiem w schowku. A więc o jakiej kwocie odpowiedzialności mówimy? Zależy ona od konkretnej sieci wypożyczalni aut, choć można przyjąć okolice 800 – 900 EUR. Dużo? Za luksus spokojnej jazdy trzeba niestety dopłacić, często nawet połowę ceny Tajlandii przy wynajmie auta i zabezpieczenia od zniszczeń żądano od nas karty kredytowej. Karty debetowe nie będę warto zwiedzać Tajlandię samochodem?Tajlandia samochodem na pewno pokaże nieoczywiste i ukryte przed rzeszami turystów skarby i zakamarki, do których transportem publicznym nie dostaniemy się. Odpowiedź jedna nie jest jednoznaczna, bowiem zależy od tego jak będziemy korzystali z auta oraz gdzie będzie ono parkowane. Na pewno mniej sprawdzone i bardziej egzotyczne lokalizacje powinny skusić nas do zakupu dodatkowego ubezpieczenia. Jeśli myślicie, że otrzymujemy wówczas 100% zabezpieczenia, to się posiadają dane, z których wynika prawdopodobieństwo wystąpienia określonych zdarzeń samochodowych – szybciej zdarzy nam się zarysować lakier na drzwiach niż całkowicie zniszczyć auto. W Tajlandii ograniczenie naszej odpowiedzialności dotyczyło kwoty ok. 400 zł przy wykupieniu wszystkich opcji ubezpieczenia. Na pocieszenie warto zaznaczyć, że tzw. ubezpieczenie OC jest nawet w najniższym standardzie, bez dopłat. Podobnie rzecz się ma z wszelkimi podatkami drogowymi czy limitem kilometrów – są to w większości relikty samochodem – krok po krokuPaliwoPaliwo – temat rzeka. Obecnie najczęściej spotykamy się z polityką „full to full”, gdzie dostajemy auto zatankowane pod korek i takie zwracamy. Jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, ponieważ nie wiąże się z koniecznością opłaty za zużyte paliwo przy zwrocie auta do wypożyczalni. Jeśli już tak się zdarzy przez naszą niefrasobliwość, to musimy być przygotowani na koszt znacznie powyżej średniej ceny paliwa. Tak, wypożyczalnie zarabiają w takich sytuacjach najwięcej, ale nie pozostają bez winy na początku. W Tajlandii otrzymaliśmy auto wyświetlające informację o pełnym baku, który po przejechaniu 15 km zdążył wypalić tyle paliwa, aby wskaźnik obniżył się o jeden poziom. Przypadek? Nie, samochód był sprytnie zatankowany w 95% tak, aby oszukać komputer… a raczej naiwnego opcją jest „full to empty”, jednak wiele wypożyczalni z niej rezygnuje. Prościej jest wymagać od klienta zwrotu auta zatankowanego niż samodzielnie tankować paliwo. No i gdzie tu potencjalny dodatkowy zarobek dla wypożyczalni 🙂ZaliczkaKiedy już ustaliliśmy czego potrzebujemy, czas na pokrycie kosztów wynajmu samochodu. Zdecydowanie odradzam płatność 100% już teraz, nawet za cenę utraty ewentualnego rabatu. Najczęściej jesteśmy proszeni o wpłatę ok. 10% całej kwoty lub mamy szczęście i auto jest rezerwowane dla nas bezpłatnie. Mieliśmy sytuację, w której broker Atlaschoice rozwiązał współpracę z siecią wypożyczalni na naszym lotnisku docelowym. Musieliśmy w ciągu 3 dni znaleźć alternatywę, ale na szczęście auto było właśnie zarezerwowane bezkosztowo. Oczywiście wpłacając zaliczkę zostanie ona nam zwrócona, niemniej dokona się to po dość długim czasie i będzie wymagało od nas interwencji i zgłoszenia takiego zapłacić? W Europie niektóre wypożyczalnie akceptują karty debetowe, ale zakładają na nich blokadę środków wielokrotnie przewyższającą koszt wynajmu. Podobnie jest z gotówką. Przydaje się karta kredytowa. W większości przypadków płacąc nią zgadzamy się na potencjalną blokadę środków do wysokości kwoty wynajmu (a więc chwilowo płacimy podwójnie) do czasu aż auto wróci i protokół kontrolny nie wykaże szkód. Nam zdarzyło to się tylko raz, właśnie w równowagi, mieliśmy kilka lat temu w Hiszpanii nieprzyjemną przygodę, gdy jedna z wypożyczalni zaakceptowała online kartę kredytową, ale na miejscu odmówiła jej wykorzystania. Ratowaliśmy się wypłatą gotówki z bankomatu. Obecnie wypożyczalnie zaczynają akceptować płatności poprzez PayPal, co może być ratunkiem dla osób nieposiadających kart rezerwacji auta powinniśmy otrzymać na nasz email szereg potwierdzeń i dodatkowych informacji, wśród których znajdować się będzie e-receipt (forma paragonu) oraz plik, który należy przedstawić na miejscu, przy odbieraniu auta. Economy Car Rentals zakłada nam automatycznie konto do obsługi danej rezerwacji, dzięki czemu komfortowo możemy dokonać zmian lub ją anulować. Warto w tym momencie skontaktować się ze wskazaną w dokumentach wypożyczalnią w miejscu docelowym i potwierdzić naszą rezerwację. Chodzi bardziej o sprawdzenie czy reaguje ona szybko, czy też zbywa nasze prowadzi wewnętrzny system zbierania punktów za wypożyczanie aut za ich pośrednictwem. Korzystając z usług 1-2 razy w roku możemy zgromadzić ilość punktów pozwalającą na obniżenie kosztu najmu kolejnego auta o 5-10%.Odbiór i zdanie samochoduOdbiór samochodu to często miły moment. Aby tak pozostało przydaje się aparat fotograficzny w telefonie, którym zalecam zrobienie zdjęć auta zarówno przy odbiorze jak i jego zdawaniu. Są wypożyczalnie, które za naruszenie umowy wynajmu uznają… brak umycia samochodu. Bardziej poważnie, chodzi o zabezpieczenie się na wypadek poszukiwania przez wypożyczalnię „dziury w całym” i chęci wyremontowania auta naszym kosztem. Na szczęście w Tajlandii, zdając auto na lotnisku w Krabi, spotkaliśmy się z miłą obsługą ze strony Thai Rent a Car – auto podlegało kontroli przez 10 sekund, wliczając w to smagnięcie wzrokiem karoserii i zweryfikowanie poziomu samochodem to także bardzo poważnie traktowany… zakaz przewożenia durianów. Nie dziwię się, ponieważ ten owoc wydziela straszny fetor, który jest powszechnie uznawany za najbardziej przykry zapach na całym świecie. A taki ładny…KosztyCałkowity koszt wynajęcia samochodu na 7 dni = 829 zł (bez fotelika, którego nie mieli).Litr paliwa kosztuje 27-28 THB (cena urzędowa, centralnie ustalana dla całego kraju).Przez tydzień przejechaliśmy 700 km i za paliwo zapłaciliśmy 95 zł (791,5 THB).PytaniaDla uporządkowania wiedzy w tym temacie warto zadać sobie i wypożyczalni szereg pytań:Czy auto odbieram i zdaję w tym samym miejscu?Jaka polityka paliwowa ma zastosowanie?Czy akceptowane są karty debetowe czy też wyłącznie kredytowe?Płatność na miejscu czy też przy rezerwacji? Jeśli to drugie, czy płacę zaliczkę czy pełen koszt?Jakie recenzje ma sieć wypożyczalni aut, z której wynajmę samochód?Czy mam pewność, jakie zdarzenia obejmuje wybrana przeze mnie opcja ubezpieczenia?Czy znam zasady ruchu drogowego w kraju docelowym i posiadam wszelkie uprawnienia?Jakie usługi dodatkowe są mi niezbędne przy wynajmie auta, a które mogę zastąpić?Nic jednak nie zastąpi zdrowego samochodem… na lewym pasieW Tajlandii przyszło nam przejechać ok. 700 km malutkim Mitsubishi Miracle ok. 700 km. Były to częste acz krótkie wypady, podczas których niezmiennie zaskakiwała nas kultura jazdy Tajów. Jest to kraj o ruchu lewostronnym, co jest samo w sobie wyzwaniem dla naszego mózgu. Pan Haart notorycznie mylił kierunkowskazy ze spryskiwaczem. Auto posiadało automatyczną skrzynię biegów – dla niedoświadczonego w tym kierowcy zajmuje chwilę przyzwyczajenie się do braku konieczności machania dźwignią. Ta która jest, jest po lewej, a nie prawej. OK, 2 dni i oswoiliśmy „bestię”.DrogiDrogi są bardzo dobre jakościowo. Gorzej z oznakowaniem, ale po pewnym czasie to już nie bije po oczach. Tajowie przyswoili amerykański, ascetyczny system oznakowania dróg wychodząc z założenia, że uczestnik ruchu podejmuje rozsądne decyzje. Z tym ostatnim nie do końca możemy się zgodzić widząc jakiej jakości pojazdy poruszały się koło nas – domowe przeróbki trójkołowców z daszkiem, motory przeznaczone dla 2 osób wiozące nawet 5, z zakupami… Szybko zrozumieliśmy, że lokalne wymogi w kwestii bezpieczeństwa są znacznie niższe niż te w Europie. Wystarczy wspomnieć, że w Tajlandii nie ma wymogu prawnego przewożenia dziecka w foteliku. Na deser, widzieliśmy wielokrotnie dzieci jeżdżące z zawrotną prędkością motorami, bez film pokazujący ulice Bangkoku (pierwsza część filmu) i spokojniejsze ulice w prowincji Krabi. Mam nadzieję, że nagranie przybliży klimat azjatyckich kultura jazdySama jazda jest przyjemna, o ile nie przemierzamy dowolnego miasta w godzinach szczytu. Wtedy dwa pasy ruchu zamieniają się w cztery, które na dodatek mają dość płynne granice. Na skrzyżowaniach brak jest zielonych strzałek do skrętu w prawo, ale i tak wszyscy skręcają. Plagą są wszelkiej maści skutery i mniejsze motory wciskające się w każdą szczelinę między samochodami. Najbardziej uderzającą praktyką jest jednak włączanie się do ruchu z ulicy podporządkowanej – auto lub skuter po prostu po woli wjeżdża nam przed maskę i wymusza gwałtowną redukcję prędkości. Tydzień jeżdżenia wystarczył, aby przestać zwracać na to uwagę. Chaos, pęd i prędkość stanowią wybuchową mieszankę, ale o dziwo jakoś to wszystko działa. Nie byliśmy świadkami nawet drobnej stłuczki. Ciężko przez to uwierzyć, że Tajlandia to kraj o jednym z najwyższych poziomów wypadków drogowych na i te auta – w sumie Tajowie na południu jeżdżą albo pick-upami, albo małymi szybkimi Hondami albo furgonetkami. Aut europejskich jest jak na lekarstwo, a szczytem dobrego smaku jest przyozdabianie pojazdów wszelkiego rodzaju dodatkami mówiącymi „hej, mam piekielnie szybkie auto”.Tajlandia samochodem – BangkokW Bangkoku jazda ulicami to wyższy stopień piekła. Jeździliśmy tam tuk-tukami (trójkołowe motory z zadaszoną kanapą na 3-4 osoby za kierowcą), co pozwoliło naszym płucom przyswoić roczną dawkę spalin w kilka dni. W tym mieście ruch jest tak duży, że główne arterie pozostają często zakorkowane do późna w nocy. Wszelkiej maści drogi szybkiego ruchu mają od 3 do 8 pasów w jedną stronę, a i tak kierowcy potrafią utworzyć dodatkowe. Po prostu jeżdżą pasami awaryjnymi lub jadą lusterko w lusterko. Nie ma szans, aby karetka przebiła się przez ścisk aut, skuterów i tuk-tuków. Widzieliśmy to na własne ważniejszych skrzyżowaniach widzieliśmy policjantów „starających się” sterować ruchem. W obowiązkowych maskach przeciwsmogowych. Ciekawostką byli „stacze uliczni” – osoby te obserwowały pojazdy wyjeżdżające z garaży w drapaczach chmur lub z budów i widząc ruch zatrzymywały falę aut jadących ulicą. Jak? Machając czerwonymi chorągiewkami i używając niemiłosiernie głośnych gwizdków. Warto również nadmienić, że krawężniki są w Bangkoku potężnych rozmiarów i na pewno nie pozwalają na dzikie zaparkowanie samochodu. Zresztą, w Bangkoku nie ma gdzie zaparkować…PodsumowanieI o dziwo to wszystko działa. Ten mętlik, bałagan i harmider. Szukaliśmy intensywnie dźwięków klaksonów i nie udało nam się. Albo Tajowie są bardzo kulturalni, albo było tak głośno, że nic nie słyszeliśmy. Ale co tam, kto by się jadąc tuk-tukiem i popijając wodę z kokosa tym przejmował. Tajlandia samochodem to świetny pomysł pod warunkiem, że omijamy aglomeracje miejskie. Cześć! Dzisiaj będzie post „przegadany”, bo zdjęć z żadnej z wymienionych przez nas atrakcji nie posiadamy. Jest to również dla nas bardzo ważny wpis, ponieważ sami staramy się, aby nasze podróżowanie nie było bezmyślne, a tym bardziej nie chcemy, aby komuś przez nas działa się krzywda. Zapraszamy na post: Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Tajski raj turystyczny W Tajlandii spędziliśmy równe dwa miesiące i z pewnością do niej jeszcze wrócimy. Tajlandia jest krajem niezwykle przyjaznym turyście, gdzie wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki. Jest wręcz idealna, jeśli po raz pierwszy wybieramy się do Azji, a nie chcemy przeżyć drastycznego szoku kulturowego. Tajlandia kojarzy się z miejscem dzikim, odległym, gdzie słonie hasają po ulicach, a włochate pająki wielkości dłoni są codziennymi gośćmi w naszych bambusowych chatkach. W rzeczywistości, aby zobaczyć dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku trzeba się naprawdę postarać. W końcu dla tych zwierzątek jesteśmy zagrożeniem, którego chcą unikać. Mimo, że naprawdę marzyliśmy o bliskim spotkaniu ze słoniem czy tygrysem, jeszcze przed wyjazdem obiecaliśmy sobie, że będziemy unikać wszelkich sztucznych atrakcji, które w jakikolwiek sposób przyczyniają się do cierpienia ludzi i zwierząt. Tajlandia jest krajem tak kolorowym i różnorodnym, że i bez tych kilku „przyjemności” można w szalony sposób spędzić swoje wakacje! Oto trzy bardzo popularne tajskie atrakcje, którym stanowczo mówimy NIE i mamy nadzieję, że szybko znikną z broszur turystycznych! Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Jazda na słoniu Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi, że ten temat jest już tak wszechstronnie omawiany i opisywany! Chcemy dołożyć też swoją cegiełkę – może akurat ktoś nie zdecyduje się na tę atrakcję po przeczytaniu naszego posta? Dlaczego jazda na słoniu jest taka zła? W końcu te zwierzęta od wieków były wykorzystywane do przewozu ładunków. Dla Tajów słoń, to jak nasz polski koń, można by powiedzieć. Niestety nie jest to wszystko takie proste. Mamy świadomość, że Tajowie traktują słonie jak zupełnie normalne zwierzęta, które od wieków wspierały ich gospodarkę. Słonie żyjące w niewoli od dziecka nie poradziłyby sobie wypuszczone na wolność. My jednak nie chcemy potępiać i rzucać kamieniami. Jest to problem zbyt złożony, a hasła głoszące – wypuścić wszystkie więzione słonie do dżungli – są po prostu śmieszne. Uważamy jednak, że jazda na słoniu nie jest fajna. Dźwiganie ogromnego kosza z kilkorgiem ludzi w środku na grzbiecie nie jest fajne. A już sama tresura jest istną makabrą! Otóż słonie to bardzo dumne i inteligentne stworzenia. I aby taki słoń był na tyle posłuszny, żeby dźwigał kosz pełen ludzi na swoim grzbiecie przez 10 godzin, dzień w dzień, musi zostać odpowiednio wytresowany. Taka tresura to istny koszmar dla zwierzęcia – jeszcze jako dziecko, słoń zostaje oddzielony od matki i zamknięty w klatce, która uniemożliwia mu poruszanie się. Słoniątko jest bite, okaleczane i głodzone przez kilka tygodni – cały ten proces nazywa się łamaniem ducha. Następnie po tygodniach katuszy, do słoniątka przychodzi mahout, czyli wybawiciel. Jako pierwszy karmi i poi biedne zwierzę i uwalnia z łańcuchów. Tym samym słoń staje się mu bezgranicznie oddany i posłuszny… Czy takie cierpienie jest warte jednej fotki? Szczerze wątpimy, że ktokolwiek, kto ma świadomość, jak wygląda cały ten proces, wykupi taką przejażdżkę. Jako alternatywę możemy Ci zaproponować odwiedziny np. w Parku Kao Yai, gdzie możesz zobaczyć cudowne słonie w ich naturalnym środowisku! 🙂 Piękne uczucie! ❤ Porady praktyczne jak tam się dostać znajdziesz we wpisie: Park Khao Yai – dżungla dla początkujących. A to ile radości sprawiło nam zobaczenie dzikich słoni na wolności możesz zobaczyć (i posłuchać) w naszym filmie na YouTube: Autostop i dzikie słonie w Tajlandii. Wizyta w sanktuarium tygrysów Kilka lat temu, gdy słyszeliśmy o świątyni Tygrysów w Tajlandii nasuwało nam się jedno wielkie: WOW! Majestatyczne i niebezpieczne drapieżniki na wyciągnięcie ręki! Można zrobić sobie z nimi zdjęcie, pogłaskać, przytulić, a nawet wyprowadzić na smyczy… Czytaliśmy, że w takich sanktuariach te dzikie koty są pod świetną opieką buddyjskich mnichów, którzy czuwają nad ich bezpieczeństwem. Przeżyliśmy szok, gdy wyszło na jaw, w jak okropnych warunkach przetrzymywane są te piękne koty i ile muszą wycierpieć, aby być bezpieczną atrakcją dla turystów! W połowie 2016 roku w jednym z tajskich sanktuariów odkryto, że zwierzęta przebywające w świątyni są przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Na terenie świątyni znaleziono kilkadziesiąt martwych tygrysiątek. Podejrzewano również, że tygrysy były zabijane dla skór, kłów czy kości, które potem były sprzedawane za bajońskie kwoty kolekcjonerom… Ponadto spotkaliśmy się również z zarzutem, że zwierzęta często były otumanione narkotykami, aby turysta mógł spokojnie i bez strachu się do nich przytulić. W głowie nam się to nie mieści.. Buddyjski klasztor, mnisi, świątynia – jak to możliwe, że działa się tam taka tragedia? Dlatego teraz, nawet jeśli sytuacja uległa poprawie, my nie chcemy wspierać tego biznesu. Odwiedziny w wiosce plemienia Karen Odwiedzając północne rejony Tajlandii z pewnością natkniesz się na szeroko reklamowaną wycieczkę w odwiedziny do plemiona Karen. Plemię to znane jest na całym świecie przede wszystkim z tradycji nakładania metalowych obręczy na szyje przez kobiety. Obręcze te w sposób nienaturalny wydłużają odcinek szyjny kobiet i powodują, że sama szyja wydaje się być bardzo długa. Niestety wioska ta jest jedynie sztucznym tworem, które przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Najstraszniejsze jest jednak to, że często Ci ludzie są po prostu zmuszeni przez swoją sytuację polityczną do bycia eksponatami w tym ludzkim zoo. Zazwyczaj są oni emigrantami z Birmy, którzy uciekli ze swojego kraju przed wojną i prześladowaniami. Często nie mają statusu uchodźcy i żadnych praw (w tym również prawa do oficjalnego zatrudnienia). Złamanie tajskiego prawa spowodowałoby ich deportację i przekazanie w ręce rządu Birmańskiego. Rząd Tajski znalazł rozwiązanie – stworzenie atrakcji turystycznej, która rokrocznie przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Właściciele wiosek z pieniędzy za bilety wstępu opłacają Karenom pozwolenia na pracę w skansenie, w zamian prosząc „jedynie” o piękne uśmiechy do obiektywów. Cała ta sytuacja wydaje nam się po prostu chora, a podglądanie życia mieszkańców sztucznie stworzonej wioski to po prostu nie nasza bajka! Milordzie! Mamy nadzieję, że post Ci się spodobał i oczywiście czekamy na Twoje komentarze z wrażeniami z podróży po Tajlandii czy Azji w ogóle! Justyna i Tomek Posty, które Cię zainteresują Skuter w Tajlandii – czy warto? Ile kosztuje miesiąc podróżowania po Tajlandii Północnej? Autostopem przez Tajlandię i Malezję – informacje praktyczne Zapraszam serdecznie do zapoznania się z artykułem autorstwa Mili, lekarza weterynarii z 2-letnim doświadczeniem pracy w Laosie. Mila, dziękuję serdecznie, że znalazłaś czas, by na łamach Somos Dos opowiedzieć o jeździe na słoniach ze swojej, zawodowej Azji Poludniowo-Wschodniej od dawna są bardzo popularnym miejscem do spędzania długich lub krótkich wakacji. Podróżuje się tutaj łatwo, relatywnie tanio i przyjemnie. Ja sama zakochałam sie w Laosie, gdzie od 2 lat pracuję jako lekarz weterynarii. Jako ze Laos to „kraj miliona słoni” (w rzeczywistosci jest ich mniej niż 1000), naszymi pacjentami, pomiędzy domowymi pupilami, sa także.. wspomniane w Laosie zaliczane są do grupy zwierzat udomowionych – niesłusznie. Sa to zwierzęta dzikie, które nigdy nie zostały poddane procesowi udomowienia. Do niedawna były głównie wykorzystywane do pracy przy wycince lasu. Obecnie coraz częściej pracują w branży słoniki odbiera się matce, by – zadając im ból – „złamać im ducha” /Jazda na słoniu/ Niestety, dla wiekszości słoni przebranżowanie nie wyszło wcale na lepsze. Dźwiganie drzew zostało zamienione na dźwiganie turystów. Łańcuchy i techniki poskramiania (czy też raczej „łamania ducha”) postaly niezmienne – wciąż wykorzystuje się starch i ból jako metody motywacji. Jak to jest więc z tymi słoniami na wakacjach? Kto nie chcialby, bedac w Tajlandii czy Laosie, zrobic sobie fotki z tym pięknym olbrzymem? Wstawić na insta, na fejsa, pochwalić się rodzinie i znajomym? Wydawać się to może niewinne, nikogo nie krzywdzace. Ale pamietajmy, że wchodzac w kontakt z egzotycznymi zwierzetami nawet tylko na wakacjach zostawiamy swój ślad. Róbmy to więc rozsadnie, nie przydając cierpienia zwierzętom… zwłaszcza (o ironio) w krajach buddyjskich. Przylatujac do Tajlandii już na lotnisku w Bangkoku czy Phuket jestesmy kuszeni możliwoscia spędzenia dnia na grzbiecie słonia, zostania mahoutem (opiekun/trener) czy uczestniczenia w przedstawieniu cyrkowym. Wiekszość z nas rozumie, że cyrk ze zwierzętami niekoniecznie jest rzeczą humanitarną, ale co złego jest w jeżdżeniu na słoniu? Oferty zachęcają najczęściej do odwiedzenia tak zwanych „elephant camps”. Oferowane tam spotkania ze słoniem obejmują przejażdżki na słoniu, słoniowe wystepy, słoniowe malowanie obrazków i inne nienaturalne sztuczki w wykonaniu naszych bohaterow. Niestety, wyżej wymienione atrakcje przyczyniają się do wymierania gatunku, napedzają nielegalny handel dzikimi zwierzętami i nie zapewniają zwierzętom minimum dobrostanu (czesto także oferując niegodziwe warunki pracy opiekunom słoni). Wróćmy jednak do tematu przejażdżek. Wydawać by się mogło, że te olbrzymie zwięrzeta są do tego stworzone. Nic bardziej mylnego – nie sa. Anatomia słonia nie pozwala na beztroskie noszenie cieżkich przedmiotów na ich grzbiecie (np. siedzisk dla turystów. .Niestety powoduje to ból i schorzenia kregosłupa. Organizacja World Animal Protecion wydała raport dotyczący warunków utrzymania słoni w ośrodkach turystycznych w Tajlandii. Dowodzi on, że 80% zwierzat utrzymywane jest w skrajnie niewłaściwych warunkach. 15% ośrodków zapewnialo „nieco lepsze” warunki, lecz wciąż dalekie do akceptowalnego minimum. Słonie w takich miejscach spedzają wiekszość swojego dnia, często na krótkim (nie dłuższym niż 3m) łańcuchu lub po prostu w klatkach, nie mając możliwości socjalizacji z innymi osobnikami swojego gatunku. Trzeba przy tym pamiętać, że słonie to bardzo towarzyskie stworzenia. Do tego także nie mają możliwości rozwijania swych innych naturalnych zachowań. Dzień wypełniają im godziny pracy dla turystów – noszenie ich na grzbiecie lub pokazy. Opieka weterynaryjna jest bardzo ograniczona lub czesto nie istnieje. Zwierzeta cierpią na niedobory żywieniowe, wykazuja stereotypie (bezcelowe powtarzanie tej samej czynnosci jako reakcja na stres), cierpią na choroby kończyn i wreszcie przedwcześnie umierają. Czy jest alternatywna? ośrodki, które stawiają dobro swoich podopiecznych na pierwszym miejscu. Stworzone przez ludzi z pasją (nie do pieniądza), którzy czują i kochają swoją pracę. Są to miejsca które ratują słonie z typowych „elephant camps”, współpracują z lokalną społecznością, tworzą miejsca pracy dla mahoutów (czesto wykupiony słon przechodzi do sanktuarium razem ze swoim opiekunem, z którym spedził całe życie). Zapewniając słoniom dobre warunki do życia i socjalizacji, tworzą programy porozumiewają się ze sobą dźwiękami o bardzo niskiej częstotliwości, niesłyszalnymi dla ludzkiego ucha. /Jazda na słoniu/ Jednymi z takich miejsc są Mandalao Elephant Conservation (Luang Prabang, Laos), oraz Elephant Conservation Center (Sayabouri, Laos). Miejsca jak te wyróżniają się zasadą ‚no riding‚ – takich ofert powinniśmy szukać na azjatyckich wakacjach. Jeśli będziecie w Laosie koniecznie odwiedźcie jedno z nich. Zwierzęta nie są więzione i zmuszane do pracy. Umożliwia się im jak najwięcej czasu na socjalizację i zabawę, ot po prostu na bycie słoniem. Samice mają czas aby zajść w ciążę i odchować młode. Zachowany jest balans pomiędzy pracą z turystami, a „życiem prywatnym” słoni. Odwiedzający mają okazję obserwować naturalne zachowania słoni, pojść z nimi na spacer (w przepięknych okolicznościach przyrody!), a także wiele się nauczyć. Pracownicy posiadają szeroką wiedzę i chetnię się nią dzielą. Jest czas, aby zaprzyjaźnić się ze słoniem, podzielić bananem i zrobić sobie zdjęcie. Jest to niezwykłe doświadczenie dla oka i ducha. Świata nie zmienimy w jeden dzień, ale w naszej mocy jest wybór. Jeśli tylko zechcemy, możemy doświadczać Azji w niekrzywdzący dla nikogo sposób. Post scriptumO jednym z Elephant Camps, gdzie szukałyśmy wraz z Gają bezpłatnego wolontariatu wspominam we wpisie pt. Co zobaczyć w Chiang Mai z także do rzucenia okiem na poniższe artykuły/filmy:Katarzyna Boni – „Zlamane dusze” – artykul, GWJak trenuje sie slonie? – material video, youtubeNielegalny handel sloniami. – materialy video, youtube

jazda na słoniu tajlandia